W nagłówkach ostatnich tygodni przewijały się dwie sprzeczne wersje: raz, że Unia kazała oznaczać wszystko, co powstało z udziałem algorytmu, raz, że cały AI Act został odroczony. Żadna z nich nie jest prawdziwa. Od 2 sierpnia 2026 roku obowiązuje konkretny zestaw zasad przejrzystości i dobrze wiedzieć, czego dokładnie dotyczy.
Co zmienił artykuł 50 AI Act od 2 sierpnia 2026 roku?
Artykuł 50 unijnego rozporządzenia o sztucznej inteligencji wprowadził obowiązki przejrzystości, czyli zestaw sytuacji, w których odbiorca musi wiedzieć, że ma do czynienia z systemem AI lub z jego wytworem. Digital Omnibus, czyli nowelizacja zmieniająca część terminów AI Act, nie ruszył sierpniowej daty, bo dotyczył głównie systemów wysokiego ryzyka.
Dla osób publikujących w sieci najważniejszy jest wątek tekstów dotyczących spraw interesu publicznego. Teksty tego typu wymagają oznaczenia wtedy, gdy powstały maszynowo i nie przeszły nadzoru redakcyjnego. Publikując swoje teksty w serwisach takich jak Centrum Prasowe Borgis-DTP, warto pamiętać, że o obowiązku oznaczenia przesądza podpis pod tekstem i kontrola przed publikacją.
Kto odpowiada za oznaczenie treści syntetycznych: dostawca narzędzia czy wydawca?
Odpowiadają obaj, ale w innym zakresie. Dostawca systemu AI ma zadbać o maszynowo odczytywalne znakowanie generowanych materiałów, na przykład w metadanych pliku. Podmiot stosujący, czyli redakcja, agencja albo pojedynczy autor, odpowiada za czytelną informację skierowaną do odbiorcy.
Do tego doszła warstwa krajowa: ustawa o systemach sztucznej inteligencji powołała Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, która od 28 października 2026 roku może nakładać kary. Kontrola urzędu nie zastąpi jednak wyboru czytelnika, więc własna lista sprawdzonych portali przydaje się bardziej niż kiedykolwiek. Jeśli dopiero ją budujesz, sprawdź zrzzk.pl, gdzie obok rzeczowych tekstów znajdziesz wskazówki, jak samodzielnie napisać dobry artykuł.

Czy każdy wpis napisany z pomocą sztucznej inteligencji wymaga oznaczenia?
Nie, i jest to najczęstsze nieporozumienie wokół nowych zasad. Obowiązek nie obejmuje każdego tekstu tworzonego z udziałem AI, lecz wąsko zarysowane kategorie treści. Jeśli artykuł przeszedł redakcję i ktoś podpisał się pod nim nazwiskiem, nota nie jest potrzebna.
Oznaczenie staje się konieczne w kilku ściśle określonych przypadkach:
- Materiał dotyczy spraw interesu publicznego i powstał maszynowo bez weryfikacji.
- Zdjęcie lub nagranie przedstawia realną osobę w sposób zmanipulowany, czyli mieści się w definicji deepfake’a.
- Czytelnik rozmawia z chatbotem i mógłby uznać, że po drugiej stronie odpowiada mu człowiek.
- Wobec odbiorcy stosowany jest system rozpoznawania emocji albo kategoryzacji biometrycznej.
Poza tymi sytuacjami dobrowolna nota o wsparciu AI zależy od polityki wydawcy. Coraz więcej redakcji decyduje się na nią mimo braku przymusu.
Po czym poznać nieoznaczony tekst wygenerowany przez model językowy?
Najskuteczniejsza metoda nie polega na czytaniu samego tekstu, tylko na sprawdzeniu tego, co go otacza. Automatyczne detektory mylą się zbyt często, by na nich polegać.
Kilka sygnałów ostrzegawczych powtarza się w treściach produkowanych masowo:
- Pod artykułem nie ma nazwiska autora albo widnieje profil bez historii publikacji.
- Linki prowadzą donikąd lub kierują do treści niezwiązanych z danym twierdzeniem.
- Zdania są długie i gładkie, ale po lekturze trudno wskazać choćby jeden konkret.
Gdy któryś z tych sygnałów się pojawi, zwykle wystarczy czytanie w poprzek, czyli sprawdzenie tej samej informacji w dwóch niezależnych miejscach. Ta sama zasada działa w wyszukiwarce, w której teksty bez autora, bez daty i bez źródeł radzą sobie coraz gorzej. Podpis pod artykułem stał się dziś najprostszym sprawdzianem wiarygodności.
